Latest Posts

      Czasami bywa tak, że mamy wielkie plany, także te dotyczące naszej pracy zawodowej. Ja uwielbiam pracować nad nowymi projektami, próbować, ciąć, kleić, niszczyć i próbować od nowa - do skutku. Każde zamówienie specjalne to dla mnie wyzwanie, które lubię, choć oczekiwanie na efekt końcowy jest zawsze pełne napięcia i stresu. 
       Czasami bywa tak, że w procesie tworzenia powstają "produkty uboczne". Takie przypadkowe. Leży sobie taki kawałek drewna, częściowo oszlifowany, na którym ćwiczyłam fasetkowanie. I nagle  - TAK! Fajnie wyglądałby przy warsztatowych kluczach! A potem pojawia się w sklepie, pojawiają się kolory, a Wy chcecie moje doświadczalne POLYGONy u siebie. To zawsze jest dla mnie największą nagrodą gdy moje prace znajdują nowych właścicieli. A ponieważ breloki cieszą się Waszą sympatią dziś mam dla Was małe Giveaway. Już czwartego maja możecie stać się posiadaczami breloka POLYGON w dowolnie wybranym kolorze. 



Jak?

1. Zostawcie komentarz pod tym postem i napiszcie króciutko O JAKIM KLUCZU marzycie (Może do wymarzonego domu, a może do czyjegoś serca?)
2. Jeśli piszecie bloga zamieśćcie na nim informacje o Giveaway (banner)

I UWAGA! 
Dla chcących spróbować swoich sił i szczęścia dwa razy - bliźniaczy konkurs na facebooku, czyli do wygrania 2 szt :)
https://www.facebook.com/ana.anything





Miłej zabawy!!!

Zachowaj spokój, tylko zachowaj spokój...
Spędzam ten tydzień powoli, bez pośpiechu, ale też nie leniwie. 
Choroba zatrzymała mnie w domu, ale mam kilka dni by uporządkować papierkowe sprawy, zrobić zaległe projekty przed kolejnym (mało inwazyjnym tym razem) remontem, przeczytać nareszcie książkę - nie jedną! Mam czas, żeby niespiesznie zjeść rano śniadanie, żeby zrobić zdjęcia i może wreszcie zacząć pisać na blogu. 


Tylko bez nerwów. Mogłabym się obrazić na cały świat. Dlaczego znów jestem chora? Przecież dbam o siebie. A może właśnie mój organizm krzyczy, że dbam za mało? Może te śniadania w biegu, ciągły stres, terminy, nieskończona lista "do zrobienia" jednak odbijają się na moim zdrowiu? Nie umiem inaczej, lubię stawiać sobie cele, podwyższać poprzeczkę, pokonywać przeszkody. Dlatego czasami sama sobie wciskam czerwony STOP. Podświadomie. Bo odpoczywam, kiedy choruję. 

A kiedy zostaję w domu nagle widzę, że drzewa już zakwitły. I gałązkę z ogrodu rano przyniosę i szybkie zdjęcia zrobię. Mam czas. Jeszcze przez kilka dni mam czas.





A Wy? Dostrzegacie sygnały ostrzegawcze, czy tak jak ja pędzicie aż zapali się czerwone?

Donośne bicie dzwonów
wzywa na rezurekcję

pójdźmy więc tam czym prędzej
na uroczystą procesję
i na dziękczynienie
ze zmartwychwstania Chrystusa
niech radują się dusze -
Alleluja!

a potem
w domach
dzieląc się jajkiem święconym
oddajmy sobie serca

wtedy
na obrusy lśniące bielą
sfruną anioły z niebios
nadstawią uszy baranki
pokraśnieją pisanki
zaszumi owies zielony
uśmiechną się bazie w wazonie
a wielkanocne stroiki
zapłoną gorącym podziwem
dla cudu tego
że Jezus Chrystus
zmartwychwstał
dla każdego

                                                                                                                            Jadwiga Zgliszewska

     Była już Wielkanoc w pastelach, z żółtymi kurczaczkami. Było szaro, biało-czarno i minimalistycznie. Co roku przed Świętami dumałam jaką obrać strategię, co będzie pasować, gdzie kupić ozdoby, co zrobić. Aż w tym roku dojrzałam chyba do idei tych pięknych Świąt. Bo Wielkanoc to Nowe Życie, dla nas, dla natury, dla świata. Religia jest dla mnie ważna, nie wstydzę się do tego przyznawać i o tym mówić. Jednak co roku marudziłam, że nie czuję ducha tych Świąt, że nie są tak magiczne jak Boże Narodzenie. W tym roku POCZUŁAM to. One są magiczne! Bo czy to nie magia, kiedy z dnia na dzień budzi się życie, kiedy przyniesiona ze spaceru gałązka nagle zieleni się w wazonie, kiedy ogród odżywa po zimie, odsłania kolory? Dziś cieszy mnie nawet dżdżownica, która wylazła z cieplutkiego nagrzanego worka z ziemią, kiedy sadziłam kwiaty.


          Bo Wielkanoc to dla mnie już nie stylizowane pisanki i moc dekoracji. To znak, że idzie Nowe, że jeszcze mogę coś zmienić na lepsze. Oto znów dostaję nową szansę, nowe życie, nowy początek. I znów i znów
         Dlatego w tym roku najpiękniejsze dekoracje dostałam od natury, nie trzeba tu nic poprawiać, dodawać. Dziś najpiękniejszą dekoracją mojego Wielkanocnego stołu są żywe kwiaty ujęte w ramy ze starego, spracowanego na deszczu, słońcu i wietrze drewna. Kwiaty opanowały cały dom i przypominają mi na każdym kroku o tej magii, o której na co dzień trochę zapominam.









Zazieleniły się półki, półeczki, parapety, stoliki. Wszędzie rozstawiłam kwiaty a zielone, które goszczą w domu od dawna przesadziłam, wykąpałam, nawiozłam. W dekoracji jaj z pewnością nastąpi całkowita dowolność i zdam się na ogromna inwencję twórczą moich dzieci. Tymczasem, jeszcze parę chwil, oko cieszą prawdziwe jaja od szczęśliwych kurek zielononóżek hodowanych na wsi przez przemiłego gospodarza, który uwielbia o nich (tych kurkach) opowiadać.




















Uwierzycie, że minął już pierwszy kwartał 2015...?
1/4 roku już za nami, pędzi szybko, dzieje się dużo i tylko czasu brak. Ale dziś nie o tym. Też nie o zwalnianiu, zatrzymywaniu się. Chciałabym żyć slow. I chciałabym dogonić swoje marzenia. Jak to pogodzić?




Żeby realizować konsekwentnie swoje wymarzone cele muszę przeć do przodu. Czasem zarywać noce. Przysnąć na kanapie ze zmęczenia. Do 23 siedzieć w warsztacie, o 7 rano gotować obiad. Bycie jednoosobową firmą i gospodynią domową na pełnym etacie nie jest ani łatwe, ani lekkie,a czasami bywa też mało przyjemne. Popołudniu zamiast pobawić się z dziećmi trzeba wystawiać faktury i uzupełniać papiery czy obrabiać zdjęcia. Ale czy zamieniłabym to na 8 godzin w klimatyzowanym biurowcu od poniedziałku do piątku?
Nie.
Mam niewiarygodne szczęście, że moja praca jest moją pasją. Że kładąc się wieczorem spać myślę o tym, co będę jutro robić w warsztacie. I doceniam każdy spędzony tak dzień. I każde dobre słowo. I pochwałę. I krytykę, która czasem stawia mnie do pionu. Jestem wdzięczna każdemu, kto decyduje się na wzięcie do siebie części mojej pracy i pasji. Bo choć pracuję tak jak lubię najbardziej - sama, to dopiero inni ludzie dodają mi skrzydeł.
I tak mijają moje dni.
Gonię za swoimi marzeniami. 
Choć czasem pracuję tylko dla idei, nie poddam się.
I Was namawiam na to samo!
Teraz, dzisiaj. Nie odkładajcie marzeń na półkę. 
Realizujcie je, próbujcie, szukajcie.
Bo można żyć bez wielkich pieniędzy, bez luksusów.
To co liczy się najbardziej to pasja i marzenia - i rodzina, która wspiera Cię w każdym momencie. I na prostej i na kolejnym zakręcie.









Czy Wy też to czujecie? To rozedrganie, wewnętrzną radość i podekscytowanie?

Ja mam tak zawsze wiosną, kiedy na ogrodzie widzę nareszcie kwiaty, kiedy planuję świąteczne zakupy i dekoracje. I zrzucam zimowe kurtki, wybieram baleriny, kwieciste torebki, a popołudniu gonię z dziećmi na rowerze. I głowę mam w chmurach. I marzę częściej. I planuję.


I klucze gubię. I gotujące się jajka zapominam wyłączyć. I wiecznie czegoś szukam. Telefonu, kluczyków do auta, drugiej skarpetki Antka, wiertła w warsztacie. 

Demencja starcza? Bilobil trzeba łykać?
Nieee
To wiosna. Po prostu. Samo przejdzie :)




Witaj wiosno! 
Przywitałaś mnie dziś chmurami, ale nie gniewam się. Okna lepiej myje się bez słońca :)
Bądź ciepła, tylko o tyle proszę. Resztą zajmę się sama. Wiosenne porządki zaplanowane, ogród prosi o troskliwą rękę, szyby dźwięczą tęsknie za wodą z octem. Ruszam! Wiosna w sercu, w kalendarzu, w życiu...
Bo pięknie jest, nowe idzie, świeże, dobre. 



A porządki zaczęłam od bloga i sklepu - mam nadzieje, że nowe szaty podobają się i Wam.

Miłego PIERWSZEGO WIOSENNEGO weekendu Kochani!



Blogging tips