Jesteś moim:

Jesteś moim gościem

czwartek, 17 kwietnia 2014

Szykujemy się...tylko w kuchni

Do Świąt. Bez zadęcia w tym roku - tak sobie wmawiam. Okna nie pomyte, stan ozdób świątecznych wykonanych przeze mnie w domu: zero. Dzieci ratują sytuację stroikami świątecznymi zrobionymi na warsztatach w przedszkolu i papierowym kurczaczkiem na piku - dziełem Matyldy.
No nie chce mi się!
Na Waszych blogach i profilach jajeczka, nakryte stoły, posiana rzeżucha, wiosenne kwiaty. A u mnie nic. Przenosiny warsztatu w toku, wszystkie ozdoby jeszcze w kartonach na strychu, przygotowania do remontu Antkowego pokoju trwają. Do tego Antoś calutki tydzień w domu z powodu choróbska. No klapa!

Ale jeden świąteczny akcent interesuje mnie bardzo i nad nim pracuję. JEDZENIE :)
Przez ubiegłe tygodnie troszkę eksperymentowałam z nowymi smakami. Część potraw - zwłaszcza ciast! zniknęła w ekspresowym tempie, część zaniosłam do znajomych w ramach spotkań i pogaduszek, prezentów. Udało mi się sfotografować jedynie ciasteczka i tymi przepisami podzielę się dzisiaj. To jak szybko znikają ze stołu czy słoików jest najlepszym dowodem na to, że bezglutenowo nie oznacza niesmacznie :)



CIASTECZKA JAGLANO_MIODOWE

(przepis od Pauliny Kolondry, za Time For Dessert)


180 g masła (roztopione i ostudzone)
130 g miodu
mała torebeczka cukru waniliowego
1 łyżeczka bezglutenowego proszku do pieczenia (lub sody)
250 g maki jaglanej

ulubiony dżem (u mnie domowy - kwaskowaty wiśniowy)



Miód zalewamy ciepłym masłem, mieszamy dokładnie i studzimy. W oddzielnej misce mieszamy suche składniki i dodajemy masło z miodem. Mieszamy i sprawdzamy konsystencję. jeśli jest zbyt lejąca dodajemy mąki (ja dodałam gryczanej). ciasto ma być luźne, ale dać się formować w kulkę. Odrywamy małe kulki wielkości orzecha włoskiego, układamy na blasze wyłożonej papierem i rozpłaszczamy dnem szklanki (mój sposób :P ). Pieczemy w 170 stopniach ok 12-14 minut (u mnie 12 z termoobiegiem) aż się lekko zezłocą. po ostudzeniu nakładamy dżem i zlepiamy z drugim ciastkiem. Można posypać cukrem pudrem (ja nie sypałam). Najlepiej smakują następnego dnia!
W fotografowanej wersji do maki dodałam czubata łyżeczkę ciemnego kakao i czubatą łyżkę karobu.




Kocham pieguski. Z dużą ilością dodatków. To jak kruszą się w ustach. Mmmm...bardzo mi ich brakowało, ale potrzeba jest matką "wynalazku". więc wynalazłam swoją wersję bez grama glutenu - za to z TYM smakiem! Bazowałam na przepisie na tradycyjne ciasteczka z płatkami owsianymi Doroty ze strony Moje Wypieki. Jednak u mnie wyglądało to tak:


KRUCHE DOMOWE PIEGUSKI



  • 1/2 szklanki mąki gryczanej
  • 1/2 szklanki maki kukurydzianej
  • łyżeczka cynamonu
  • pół łyżeczki sody oczyszczonej
  • szczypta soli
  • 145 g masła
  • 2/3 szklanki jasnego brązowego cukru / ksylitolu
  • 1 duże jajko
  • 1 łyżeczka domowego ekstraktu z wanilii
  • 1 szklanka płatków jaglanych LUB po pół szklanki płatków jaglanych i gryczanych - wersja baaaardzo krucha i chrupiąca!
  • pół tabliczki posiekanej gorzkiej czekolady
  • pół szklanki świeżych żurawin
  • orzechy/pestki dyni


Wszystkie składniki powinny być w temperaturze pokojowej.
W naczyniu wymieszać mąki, cynamon, sodę, sól; odłożyć.W misie miksera utrzeć masło z cukrem na gładką, puszystą masę. Dodać jajko, dalej ucierając. Dodać ekstrakt z wanilii i ucierać. Do masy wsypać płatki, odłożone wcześniej suche składniki i zmiksować. Na sam koniec dodać czekoladę i żurawiny, wymieszać.
2 płaskie blachy do ciasteczek wyłożyć papierem do pieczenia. Układać kolki ciasta i rozpłaszczać lekko.
Piec w temperaturze 180ºC przez około 16 minut, aż brzegi ciasteczek zaczną się złocić. (u mnie 12 min z termoobiegiem. nie można dopuścić do zbrązowienia, bo będą twarde. Muszą się tylko leciutko zarumienić). Wyjąć, przestudzić na blaszce (ciasteczka będą miękkie), następnie przenieść na kratkę.



Jeszcze do niedawna zastanawiałam się jak ja przeżyję te dwa dni, kiedy na stole będą same pyszności, a większość z nich ZAKAZANA dla mnie. To co tak lubię - pasztet mamy, żur na zakwasie, mazurki, serniki, baby...ach! I wszystko z glutenem :(
Moja kochana mamusia stanęła na wysokości zadania (mamuś - jesteś WIELKA!!!!) i jej smakołyki będę zajadać i ja. Pasztecik zagęszczony siemieniem zamiast mąką, spód bajecznego sernika z mąki gryczanej i jaglanej. Na samą myśl moje ślinianki pracują z zawrotna prędkością i intensywnością!

Ja też nie próżnuję. wypróbowałam zawczasu kilka przepisów i menu przygotowane. Od dziś nie ma już czasu na próby, zaczynamy działać!!! W planie pasztety - z czerwonej soczewicy (wypróbowany w ubiegłym roku , TU przepis. tym razem mąkę zastąpiłam mąką jaglaną). Do tego wege-pasztet warzywny, pieczona biała kiełbaska, domowy chlebek jaglany - i jeśli się uda - żur na zakwasie gryczano-ryżowym. Na deser oczywiście pyszne ciacha. Będzie mazurek na jaglano-miodowym spodzie (tu wykorzystam ciasto z przepisu na ciasteczka powyżej!) i mazurek na spodzie migdałowym z czekoladą i świeżymi ziołami (!!!) i baba cytrynowo-pomarańczowa.

Kto spróbuje?
Ja swoimi rezultatami pochwalę się już PO, ale dla chętnych wrzucam linki dl przepisów :)

CHLEB JAGLANY od OlgaSmile
ŻUR od OlgaSmile
MAZUREK z ziołami od Qmamkaszę
BABA z Lawendowego Domu

Przy okazji macie też podgląd na moje ukochane strony z pysznymi bezglutenowymi przepisami. Brakuje tu jeszcze kilku, ale podzielę się następnych razem :)

A teraz do garów!! :)

Konkursy i promocje - Wielkanocnie :)


Kochani, tak szybciutko dla Was!

Dwa konkursy na westwing.pl i szansa na rabaty i nagrody :)

Wystarczy kliknąć na obrazki i już wszystko będziecie wiedzieć.
Kto startuje?

A ja już za godzinkę podzielę się z Wami pierwszymi przepisami na bezglutenowe Święta Wielkiej Nocy!







Spróbujcie szczęścia :)

środa, 16 kwietnia 2014

Niezbędnik...

Bo każda szanująca się NIEMAL Perfekcyjna Pani Domu na podstawowym wyposażeniu kuchennym posiada...

wiertarkę :)




Umiejętności warsztatowe czasem przydają się i w kuchni - zwłaszcza, gdy o godzinie 20 córa nagle stwierdza, że na jutro rano potrzebne są wydmuszki :) Raz dwa trzy, jaja gotowe...a przy okazji tez placuszki jaglane z miodem usmażone - coby zawartość tychże jaj na zmarnowanie nie poszła...


Kobiety do wiertarek! 
:)


wtorek, 15 kwietnia 2014

Paletowy zawrót głowy :)

Nie odkryję Ameryki pisząc, że palety zawojowały świat. Od kilku już lat to bardzo silny trend, styl loftowy, industrialny, trochę surowy. Ja bardzo go lubię - właśnie za jego prostotę i za to, ze dzięki niemu stare meble, a przede wszystkim stare drewno znajdują na nowo miejsce w naszych domach. I marzy mi się sklep z takim wyposażeniem, pofabryczna hala..

.
Ale ale ale! Zagalopowałam się. Nie o tym miało dziś być. A o pewnej nastolatce :) I jej urodzinach. I jej marzeniu o wielkim paletowym łożu. 
Tak się pięknie złożyło, że rozmowa o tym właśnie łożu zbiegła się w czasie z urodzinami marzącej. Więc gdy owa marząca udała się rano do szkoły w jej pokoju pojawiła się mała ekipa. 
Wujek M - który wykonał lwia część pracy i zbił palety, które stały się bazą łóżka, a następnie dostarczył je na miejsce.
Ukochany dziadek - czyli fachowa wiedza i kierownik projektu 
Mama - pomocnik, doradca, dekorator i ekipa sprzątająca w jednym :)
Cioteczka A - pomysłodawczyni uzbrojona we wkrętarkę, śruby, blaszki, pościele i chęci

I raz dwa trzy, w godzinę (może dłużej) powstała niespodzianka :)





Łoże ma rozmiary iście królewskie (180 x 200 cm) i mieści swobodnie podwójny materac i półkę na rzeczy przy łóżku  niezbędne (czyt. laptop, książka, budzik i lampka). Ostateczny "sznyt" nadały pościel (H&M Home) i delikatny woal (IKEA).




I jak Wam się podoba???
Dla nas największą nagrodą było zaskoczenie i uśmiech naszej PIĘTNASTOlatki (!!!).
a co jest najlepsza rekomendacją?
Fakt, że przeleżała w swym paletowym posłaniu calutki weekend :)




Miłego dnia Kochani!!!

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

EAT FIT i "odrobina" prywaty :)

Wystartowałam w pewnym malutkim konkursie :)

Pomożecie dostać się do finału? :)

kliknijcie na fotkę poniżej...i wszystkiego się dowiecie :) Moje propozycje dla Was to dania ze zdjęć nr 1, 2 i 3 !




:*


Buźka :*

czwartek, 10 kwietnia 2014

Muzyczny czwartek

Kocham muzykę. Nie wyobrażam sobie bez niej dnia, tygodnia, życia. 
Nie umiem grać na zadnym instrumencie (choć marzę o gitarze), nie umiem śpiewać - choć lubię - zwłaszcza w aucie i przy pracy - oczywiście gdy nikt nie słyszy :)
Kocham muzyków. (Jeden z nich jest nawet moim mężem :) - i choć ostatnio jest muzykiem niepraktykującym, to mam nadzieję, że przyjdzie czas na powrót do pasji!)).

Słysząc muzykę w głowie mam obrazy, które kojarzę cz danym utworem. to taka moja muzyczna pamięć. Wiele, bardzo wiele jest piosenek, które działają jak stop-klatka - od pierwszych dźwięków pojawia się obraz. 

Moja dzisiejsza dawka muzyki dla Was - bez zbędnych opisów. O życiu, o codzienności, o demonach, które w nas siedzą, o upadaniu i wstawaniu. Do posłuchania właśnie teraz, gdy w okna bębni deszcz...







Miłego słuchania!

środa, 9 kwietnia 2014

Z szafy Tosi do naszego domu...

Czy znacie Julkę i Tosię z bloga "Szafa Tosi"?

Podczytuję od dłuższego czasu i uwielbiam każdy nowy wpis. Nie. To nie jest blog o ciuszkach, fryzurach, stylizacjach i testach zabawek.
To blog o życiu. O rodzinie. O cieple i miłości. Niesamowity. Julia ma wielki dar pisania o codzienności w niecodzienny sposób. Uczy jak celebrować każdą chwilę, jak doceniać to co niesie nam życie. Czasem z humorem, czasem bardzo poważnie, zawsze z wielkim dystansem do siebie i świata.
Zobaczcie jak sama pisze o sobie:


 "Do szaleństwa kocham swoje życie.
To które było i będzie. Jednak najbardziej to, które właśnie trwa. Dzień za dniem.
Do szaleństwa kocham być matką i żoną. Kiedy dom pachnie bezpieczeństwem, radością i spokojem. Kiedy słychać w nim rozmowy, muzyke, śmiech. Kiedy pachnie obiadem, świeżo upieczonym chlebem, cynamonem w swięta.
(...)
Los swój wielbie… bo przecież tak zupełnie inny mógł mi się zdarzyć..
(...)
Pasje, dzięki której przeżyłam, zobaczyłam, dotknełam więcej, niż mogłabym całe życie nie posiadając Jej.
Uśmiech mojego dziecka zaraz po przebudzeniu.
Finezyjnie nakryty stół. Wnętrza domów przy których denerwuje się, że ktoś ukradł je z mej głowy.
(...)
Lubie gdy wszystko ma swoje miejsce i czas. Porządek. Ten na półce i w duszy".



Dzisiejszy post o rodzeństwie poruszył mnie bardzo.
Zastanawialiście się kiedyś czy istnieje czas IDEALNY na kolejne dziecko. Na drugie, trzecie, następne? Kiedy nic innego nie musimy. Nic innego nie chcemy. Nie liczą się pieniądze na pieluchy, zaplanowane wakacje, z trudem odzyskana figura. Chcemy nieprzespanych nocy, mdłości w ciąży, ząbkowania i kolek.

Wiem, że taki dzień może nigdy nie nadejść. Macierzyństwo to nie jest bajka widziana w filmach, to na prawdę krew, pot i łzy. I praca nad sobą...
Oczekiwanie na pierwsze dziecko to niewiadoma, mnóstwo marzeń, wyobrażeń, planów. A podwójnepotrójne, poczwórne macierzyństwo...Tym razem wiemy jak będzie, znamy pokrótce scenariusz. Obok cudnych chwil będą też te, o których szybko będziemy chcieli zapomnieć. Bedą kolejne wyrzeczenia, poświęcenie...trzeba je zaakceptować, wyzbyć się egoizmu. Nie całkiem! szczypta egoizmu pozwala zostać kobietą będąc też wspaniałą mamą.
Jak być dobrą mamą, jak nie odtrącić starszego dziecka, jak PODZIELIĆ tę wszechogarniającą miłość na części? Mówi się, że miłość jako jedyna mnoży się przez dzielenie i w przypadku miłości dzieci jest to najszczersza prawda!
Tak, najpiękniejsze co możemy podarować swoim dzieciom to rodzeństwo. To ktoś z kim będą dzielić sekrety, wykradać się na dyskoteki, komu wypłaczą się w ramię gdy on/ona złamie serce. To ktoś, kto będzie Cię krył gdy wrócisz za późno z randki, kto zabierze Cię na imprezę, wyciągnie z domu gdy masz doła. Kto będzie świadkiem na Twoim ślubie. Kto razem z Tobą będzie płakał na głupim serialu, przyjedzie z drugiego końca miasta, kiedy poprosisz. A potem zabierze dzieci na weekend, żebyś mogła odpocząć, albo odbierze je z przedszkola, kiedy znów będziesz musiała zostać w pracy po godzinach...

Ja - mama - zawsze będę blisko moich dzieci, ale wiem, ze nawet gdyby mnie zabrakło będą mieli siebie. 












Oj pewnie, że się kłócą, że zazdrośni jedno o drugie bywają. Że jedno sprzątać nie chce, a drugie musi, że on dwa buziaki dostał, a ona ze mną ciasto robi. Ale wiem też, że jedno z drugim stanie gdy będzie trzeba. Zawsze będą mieć siebie, bo w rodzinie jest ta ukryta siła - i to nie jest tylko pusty frazes powtarzany od lat. A czy myślę czasem co by było gdyby? Tak...co by było gdyby była trójka :)


 



Miłego dnia Kochani, a ja zmykam piec zdrowe słodkości na osiemnaste urodziny mojej kochanej MAMUSI!!!!